Czy to jeże, czy rycerze?

Czasami zabawnie jest usłyszeć bajkę o sobie i dzieciach ze swojej grupy. Można przy okazji tropić pojawiające się w tekście przedmioty znane z przedszkolnej sali.

Czy to jeże, czy rycerze?

Pewnego dnia, zaraz po śniadaniu, ktoś zadzwonił do drzwi przedszkola.
- Jakieś dziecko idzie tak wcześnie do domu? - zdziwiła się Magda
Wszyscy z zaciekawieniem czekali, aż ciocia Krysia otworzy gościowi. Okazało się, że to nikt z rodziców. Do środka wszedł prawdziwy rycerz, w zbroi i hełmie!

- Dzień dobry! - powiedział - Czy trafiłem do grupy Jeżyków?
- Tak! - odpowiedziała Amelia - To my jesteśmy Jeżyki! 
- Ufff, jak się cieszę - powiedział rycerz - mam ogromny kłopot: w królestwie, z którego pochodzę, do zamku wprowadził się zły czarodziej. Podobno tylko rycerz z drużyną dzielnych jeży może sprawić, że czarodziej stanie się dobry. Chodziłem i pytałem, ale żaden jeż nie chce wybrać się ze mną na wyprawę, wszystkie szykują się do snu zimowego. Czy wy moglibyście mi pomóc?
- Ale czy to będzie bezpieczne? - zapytała rozsądnie Kasia - Dzieciom nie wolno chodzić tam, gdzie jest niebezpiecznie!
- Czarodziej nigdy nie rzuca czarów na dzieci - zapewnił rycerz - tylko na dorosłych. Stają się przez to zdenerwowani i zmęczeni. To okropne - w całym zamku nie ma dorosłego, który by się uśmiechał!

- Możemy z panem pójść, jeśli zdążymy wrócić przed obiadem - powiedziała Sandra.
Dzieci prędko założyły buty i kurtki, ustawiły się w pary i razem z ciociami poszły za rycerzem. Droga do zamku nie była długa, ale na miejscu czekało na nich mnóstwo wyzwań!

Bramy strzegł duży, groźnie wyglądający smok. 



Na szczęście Lucek i Bartek mieli ze sobą dinozaury- zabawki.

Kiedy zaczęli udawać, że sami są dinozaurami i wydawać głośny okrzyk ROARRRRR! - smok pomyślał, że przyszli do niego koledzy i przyłączył się do zabawy. Okazał się tak miły, że wziął całą grupę na grzbiet i poleciał z nią na zamkowy dziedziniec. Tam akurat trwał turniej rycerski. Dzieci wzięły w nim udział i chociaż nie było łatwo, udało im się go ukończyć. Pomógł im w tym Mikołaj, który zabrał z przedszkola różową piłkę- jeżyka do ćwiczenia równowagi.
Rycerze próbowali na niej stanąć, ale ciągle spadali i tylko przedszkolaki dały sobie z tym radę.

Po turnieju dzieci ruszyły w poszukiwaniu czarodzieja. Powiedziano im, że niedawno widziano go w zamkowych ogrodach. Nasze Jeżyki były już trochę zmęczone. Na szczęście Antek razem z drugim Antkiem umieli konstruować auta terenowe! Każdy chwycił kierownicę i już niedługo cała grupa była na miejscu. Czarodziej zajęty był akurat rzucaniem czaru na ogrodnika. Dlatego nie zauważył, że Ja ś rozmawia o czymś cicho z pająkiem zauważonym na krzaku. Po chwili do czarodzieja zbiegło się mnóstwo pająków z każdego zakątka ogrodu. Zanim się obejrzał, oplotły go swoimi sieciami tak, że nie mógł się ruszyć.
- Dlaczego jesteś złym czarodziejem? - zapytała surowo Janka
- W całym zamku nie ma ani jednej zabawki. Jest mi smutno i jestem zły, że nie mam z kim się bawić - odpowiedział czarodziej.
- Proszę, pobaw się naszą piłką - powiedział Dobromir, podając czarodziejowi miękką, jeżykową piłkę, którą lubił się bawić w przedszkolu.
Basia i Zosia czym prędzej podbiegły, żeby pomóc czarodziejowi oswobodzić się z sieci pająków.

A Ola zrobiła mu na niby pyszną kawę i śniadanko w zabawkowych naczyniach.

- Już dawno nie miałem tak dobrego humoru - powiedział czarodziej. Odczarował wszystkich mieszkańców zamku i obiecał, że nigdy więcej nie rzuci na nikogo złego czaru.

Dzieci powiedziały, że gdyby nie miał się z kim bawić, może odwiedzić je w przedszkolu.
- Bardzo wam dziękuje za pomoc - powiedział rycerz. Dzielne z was Jeżyki. Jeżyki-rycerzyki!

Dzieci pożegnały się i ruszyły w drogę powrotną. Zdążyły w sam raz na obiad.



 

Komentarze

Popularne posty